Przechodzi strasznie bogaty biznesmen i widzi na ulicy biednego człowieka, który je trawę. - Panie, nie jedz pan tej trawy! Zabiorę pana do siebie. U mnie naje się pan do syta. - No tak, ale ja mam jeszcze żonę, dzieci... - No, dla nich też starczy. - No tak, ale ja mam jeszcze brata, siostry, ciotki... - Oni też się najedzą. - No tak, ale ja mam jeszcze babki, prababki, wnuków i wujostwo... - Panie, ja aż takiego wielkiego trawnika nie mam!
Przechodzi strasznie bogaty biznesmen i widzi na ulicy biednego człowieka, który je trawę.
- Panie, nie jedz pan tej trawy! Zabiorę pana do siebie. U mnie naje się pan do syta.
- No tak, ale ja mam jeszcze żonę, dzieci...
- No, dla nich też starczy.
- No tak, ale ja mam jeszcze brata, siostry, ciotki...
- Oni też się najedzą.
- No tak, ale ja mam jeszcze babki, prababki, wnuków i wujostwo...
- Panie, ja aż takiego wielkiego trawnika nie mam!